Dziennik (styczeń 2017, fragment)

Autor: Kamil Brewiński , Gatunek: Scenariusz, Dodano: 09 lutego 2017, 22:28:42

Ludzie przeorani, ludzie zryte berety, jakże zauważalni o tej porze roku, kiedy jeszcze przed wieczorynką księżyc uśmiecha się do nas subtelnie. Serce miasta; trzeci sezon na bawełniane dresy; bezdomni alkoholicy zabunkrowani albo w przytułkach albo w pustostanach, gdzieś na mapie starówki; pod Bramą Krakowską dziesiątki użytkowników Tindera ćwiczy wzrok. W którąś sobotę na ostrej bombie wychodzę dobić się browarami. Pod monopolem spotykam jakąś dziewczynę. Zważywszy, że ledwo widzę na tzw. oczy – musi być naprawę w chujowym humorze – skoro intuicyjnie podbijam do niej i bez ogródek pytam o co biega. Okazuje się, że jakiś koleś ją wystawił, czeka już ponad pół godziny. Po chwili rozmowy idziemy do mnie; przypuszczalnie jest tak rozgoryczona, że nie zauważa, że jestem w stanie – delikatnie mówiąc – fatalnym, co jest przyczyną  zawoalowanej opowieści m.in. o tym, że jestem tu tylko na kilka dni, bowiem robię w ABW i mam misję, o której oczywiście nie mogę mówić. Ona odwdzięcza się komplementem dotyczącym widoku z okna. Tak, mieszkanie jest własnością rządową, nieskromnie powiem, że dbają o nas. Proponuję zamówienie pizzy, ale neguje ten pomysł; ma ok. 170 cm wzrostu, ładną twarz, kręcone włosy. Jest maksymalnie wkurwiona, musiało jej zależeć na tym dymaniu, tymczasem –  ją młodziutką, ją perfekcyjnie odwaloną, ją jasną jak spodek o średnicy stu metrów, wiszący w kompletnej ciszy nad Kanałem  La Manche wystawił jakiś studencina o IQ tych wszystkich piesków i kotków, z którymi syntezuje swoje fotki i wrzuca, i wrzuca w ten poryty, niekończący się las intencji. I teraz musi siedzieć – ona, z jakimś koleżką, który zaczyna coś pierdolić o poetyce Barańczaka i niewielkiej hodowli maku, jaką wspólnie z przyjacielem planują na wiosnę założyć. Siedzi z głową w telefonie, a ja jej nawijam, zapychając raz po raz krzywą jadaczkę wywarem z szałwii, mięty, rumianku i grzybów (relikt ubiegłej nocy). Dwie upiorne rzeczywistości, przepiękna polska zima, sobota - imieniny kota. Mijają ze dwie godziny, jestem zmyty z powierzchni ziemi, więc mówię, że już pora na nią, że musi opuścić ten 50 metrowy klasztor, bowiem nic od niej nie chcę, nie chcę znowu opowiadać o swojej marnej przeszłości tylko po to, żeby z pełną premedytacją, któregoś z następnych i następnych dni, z pęku kluczy wyjęła ten do skrzynki i wsadziła go w moje plecy, przekręcając sześć razy w prawo i siedem w lewo. Tak, żebym później walił głową w ścianę, siedział wpatrzony w dwie tapsy fentanylu, chodził jak nakręcony i złorzeczył, złorzeczył i w środku nocy budził się jak kretyn. Słowa te zdecydowanie poprawiają jej nastrój, stąd łaskawie na jakimś rachunku za prąd pisze swój numer oraz imię – Alicja (nie zaszła potrzeba aby przedstawiać się sobie wcześniej). Odpowiadam, że mam w piździe ten ciąg cyfr, ale cieszy mnie fakt, że nie ma nic wspólnego ze sztuką, że to dobrze rokuje na tzw. przyszłość i przepraszam ją i życzę wszystkiego, co najlepsze. Zamykam drzwi i po raz pierwszy od wielu, wielu miesięcy kąciki moich ust podnoszą się delikatnie; ten rachunek był z grudnia. 

Komentarze (15)

  • Ja piwrddole, wyślij mi to na pocztę, o,V

  • Już nue mogę

  • Boli

  • Chuj to zjadA

  • Zawsze mnie w czuja robi

  • wtf?

  • Wtf dupa jesteś

  • dupa? Raczej żywy trup na baterie.

  • Co do hodowli maku jadę za parę dni szukać ostaniej palarni opium w Birmie/Laosie, dam znać gdzie to jest, jeśli coś takiego jeszcze w ogóle istnieje poza moją głową. A jeśli miała kręcone włosy, to chyba bym nie odmówił jej i sobie tego "dymania". Tekst się czyta, ale problem mam z depresyjnością "żywy trup na baterie" itp. To że "wszystko chuj" to jasne i zbyt proste. Fajne elementy surrealne, autoironia i krakowska rzeczywistość szkicowana skrótami myślowymi.

  • Ja to bym chciała, żeby ten kawałek był bardziej rozwinięty:

    "I teraz musi siedzieć – ona, z jakimś koleżką, który zaczyna coś pierdolić o poetyce Barańczaka i niewielkiej hodowli maku, jaką wspólnie z przyjacielem planują na wiosnę założyć".

    Żeby było "I słucha, i słyszy, że..." - i żebyś wstawił całą nawijkę o poetyce Barańczaka. Ciekawe, co jej o tej poetyce mówiłeś...

  • @Małgorzata
    Czyli rzecz dla studentów polonistyki jedynie? Nieco wąskie i trudne grono potencjalnych odbiorców, trudniej jest kit wciskać i zyski szlag trafia. A z czegoś trzeba tę hodowlę utrzymywać.

    @autor
    Nie rozumiem przypisania Dziennika do Scenariuszy, ale pewnie czegoś nie wiem w sprawie.

  • KAMILKU ja to zawsze z Tobą i wszędzie mogę pogadać o Barańczaku ! Musimy się kiedyś w realu ustawić na Clubbing !

  • To jest bardzo ciekawe cięcie - dla mnie ma znaczenie czy znajdziesz opium poza granicami - ja już we wrześniu będę je miał.

  • Coco, dzięki, ale wiem, że byś zawiodła i stała się dla mnie pośmiewiskiem.

  • @Jan
    Nie zrozumiałeś mojego komentarza. Mówię w nim (nie wprost!), że;
    - nie ufam temu fragmentowi tekstu
    - uważam, że całe opowiadanie jest fantazją, nie zapisem prawdziwego zdarzenia (stąd kategoria "scenariusz", czyli projekt, plan, wyobrażenie, projekcja ew. przygody. Ewentualnej, ewentualnej).

    Myślę, że ktoś "na ostrej bombie", "dobity browarami" mógłby tylko bełkotać na temat czyjejkolwiek poetyki.

    Scenariusz jest częściowo niewiarygodny.

    Ale, z drugiej strony, KB pisze, że o poetyce Barańczaka "coś pierdolił", więc może i wiarygodny?

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się