Dziennik (sierpień 2017, fragment)

Autor: Kamil Brewiński , Gatunek: Przekład, Dodano: 19 sierpnia 2017, 18:48:25

O kurwa, o ja pierdolę, o nie, nie, nie. Natalia wysyła łódeczkę, bo czas jednak płynie. Pamiętam przestrzenny kwadrat w sercu miasteczka, jakąś robotę (w kulturze, zaiste), ktoś przychodził: żarliśmy kopytka, od czasu do czasu wciągnęliśmy se dobrodziejstwa polskiego rynku farmaceutycznego. Teraz, znowu kończę pod Rivierą, nabombiony w klapkach, sam jak terrorysta w punkcie ksero. Niewpuszczony, rozpaczliwie próbując nawiązać kontakt werbalny, łysy. Ciężko coś dorzucić, skoro gówno się pamięta. Pamięta się rzeczy jakieś przykre, zamiast te ok ; pierdolona europejska szkoła: zakodować negatyw, pozytyw - rozłożywszy szeroko ramiona - wypuścić. To się nazywa altruizm, dzielenie się. Oj, chyba się dzieliłem, dzieliłem się, ale na dicho nie wejdę i nie jest to kwestia upodlenia alkoholem i lekami. - Co to plaża? Pyta ochronka, plaża. Nie, nie, nie to me życie. Wspaniałe, pełne wrażeń życie. Klapki Góry, które kupił w szamteksie na Królewskiej, to o nie biega ostatecznie. Tłumaczę typowi, że jest upalnie, dlatego też poruszam się w takim oto obuwiu. Ale ni chuja, jest nieugięty. Pojebany golem, a klapki zwykłe za 5 zeta. Mniej więcej czwarta, roście kapuśniaczek.    

Komentarze (3)

  • Przeciętny bzduro-banał.

  • No właśnie, a ja za dziesięć kupiłam tam wtedy różowe dżinsy i na pewno by mnie wszędzie wpuścili. Baby czasem mają lepiej (a czasem nie)

  • ta, może japonki? źle kończą tacy autopsja mówi

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się