Kamil Brewiński - Dziennik

dz

Och, ach, zdarzyło się poznać grono świetnych ludzi. Dłoń się prostuje, serce roście, ho do kina, podsypiemy trochę białka, damy radę, dupy nie urwie, poza tym ciemno jest, więc nie trzeba patrzeć se w buzię. Można popcorn żreć. To nieistotne. Ho na Transformery, jebać Blade Runnera, to bajka, wyssana z palca.
  • 29 października 2017, 18:08:45
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 1

Podoba się (0)

Komentarze (1)

  • Instytucje kulturalne to zazwyczaj pułapki. Dostajesz słabą pensję i sobie trwasz. Teoretycznie wiąże się to z jakimś prestiżem. Ciężko pracowałem, żeby mnie stamtąd wyjebali. Po nocy solówki poszedłem na obchody urodzin Czechowicza. Stawiło się kilka klas oraz trębacz. Swoją obecność zaznaczyli przedstawiciele miasta. Ceremonia była spolegliwa. I tu temat mógłby się skończyć. Ale obchody rocznicy to jest forma bardziej pojemna. Więc musiałem zostać na bombie i zachęcać młodzież do lektury poety, dwie setki tramalu i flacha ok. 14 godzin przed (kalkuluj). Rozkładany stolik, przenośna kolumna, mikrofon. Recytatorki z czwartego liceum ogólnokształcącego, księga wpisów, brak deszczu, chujowe siano. Z drugiej strony pejzaż: jebanie dla korpo za przyzwoitsze siano, płodzenie się, konta: na twiterze, fejsie, instagramie. Powiedziałem więc szefowej, że po prostu idę do domu, bo jestem zmęczony. To była mądra decyzja, czułem się chujowo. Po drodze kupiłem kilka browarów; w domu ofrygałem szkło. Teraz przerzucam tony żwiru i martwi mnie, że i to okaże się niewystarczające.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się